Znów o muzyce
Niech ktoś mi powie, czemu w temacie, w którym autor pyta, jaką piosenkę wybrałoby się na własny pogrzeb wpisałem to, co wpisałem? Po głowie chodzą mi ciągle trzy tytuły. Głębszy rodzaj drzemki, zamykający jedną z najlepszych płyt Tiamatu, Ate w wykonaniu Clostera oraz piosenkę finałową z “Żywotu Briana”… Wie ktoś? Nie? Bo sam się zastanawiam.
Blood Axis & Les Joyaux de la Princesse oraz ich płyta o absyncie. Mansell pomieszany w tyglu z Lustmordem, SGU i klasyką. 5/5 na RYM. Po jednym przesluchaniu. Magia. Drugie bynajmniej nic nie zaciemniło. Nic, tylko czekać na jakąś wielką ucztę za lat kilkadziesiąt.
Tiamat. Ponownie odsłuchiwany Głębszy Rodzaj Drzemki i Dziki Miód. W dużej ilości. Niemal maniakalnie. Żeby dotknąć, żeby widzieć, żeby sobie przypomnieć to cudowne uczucie obcowania z TĄ muzyką. I ciągle nie mogę się nasycić…
***
Dzisiaj rano do pokoju wskoczyla mi kotka. Tzn. chciała wskoczyć – kiedy zobaczyła moją twarz w niewielkiej odległości od okna, biedaczka spadła z wrażenia. Parę dni temu skakała mamie na ramię. To już się robi podejrzane. Może trenuje do zawodów? A może to przygotowanie do wojny…? Koty staną się władcami świata i zmuszą ludzi do służenia im za wszelką cenę… Niee. Zwierzaki są inteligentniejsze, niż my. One wiedzą, że i tak nad nami panują i taki układ im odpowiada.
Time is ticking out. Tick-tock. Tick-tock. Tick…
Połowa ferii praktycznie za nami. Nic, kompletnie nic. Im dalej w las, tym więcej drzew.
***
- A potem wyskakuje ten koleś zza rogu, wiesz, ten od Muppetów, nie? Nie wiesz, który? Ten, co mówił o parówkach w dłoniach Gonza, Fazzym na suficie i Kermitem ze zdjęciem Kaczora na twarzy. Tak, ten. No. To on wyskakuje zza tego rogu i wyciaga z kieszeni… Nie no, ale nie dasz wiary… Wyciąga… Stary, rozumiesz? On wyciągnął otwieracz do piwa. Otwieracz! Na rurach! Idiota, nie? A może i euroentuzjasta. I czaisz to… Ty, on tam gdzieś nie przeszedł przypadkiem…?
Nigdy więcej układania dziwacznych monologów w głowie. Za dużo prostackich kabaretów, prozy życia i udziwniania wszystkiego na siłę. Abstrakcja też ma swoje granice.
***
Wracam do dark ambientu. SGU to teraz moi główni mentorzy. Chcę stworzyć taki album, którego słuchanie będzie bolało. Naprawdę bolało. Dziwaczne dźwięki, mrok, przestery, filtry… Rozwinięcie schizofrenicznej osobowości szaleńca, w słuchawkach, za konsoletą. Nie, nie chodzi mi o DJa Tiesto. Nie, to nie jest nawet Armiin van Buuren. A już na pewno nie są to Kalwi i Remi.
***
Za oknem jest ciemno. Kotka znowu wskoczyla na wystający fragment czegoś, co od biedy można by nazwać parapetem. Narobiła przy tym trochę łomotu. Pogłaskałbym ją, ale otwarcie okna spowoduje jej natychmiastowy upadek. A może już spadła…?
***
Stwierdzam, że powinienem więcej rzeczy tłumaczyć, wyjaśniać. Może wtedy sprawy przestaną mi się wymykać z rąk. Czego wszystkim serdecznie życzę i idę po kolejny łyk dzikiego miodu, a potem to już tylko sen mi pozostał. Jutro próba, trzeba się zwlec z łóżka i ruszyć dupę do MOK-u. Patrzę coraz odważniej na ten projekt. To ma potencjał i wolę przetrwania
.
***
Chciałbym komuś jeszcze bardzo serdecznie i gorąco podziękować, ale że zapewne zrobię to niedługo sam osobiście, więc nie będę dziękował tutaj. Chyba, że później coś jeszcze dopiszę.
Dobranoc! Psilocybe tea, moi mili państwo.
PS Nie jestem pijany, zachowuję pełnię władz umysłowych. Po prostu odreagowuję nudny tydzień.

niech boli. a Absynt.. racja.