Błękitne Drzewo

W pewnym sensie mogę być kontent z siebie. Jakoś wychodzi się na prostą, piszę się opinie prawne na 7 punktów, w związku z czym przechodzi się do kolejnego etapu olimpiady, gra się… wróć – napierdala po gryfie (taaak…) z całkiem sprawnymi instrumentalistami i samotnie, na klasyku, no i ogólnie jakoś to wszystko wygląda.

W pewnym sensie mogę być kontent z siebie. A w pewnym nie.

Napierdalam po gryfie. Nie jestem dobrym instrumentalistą. Przykro mi, braki techniczne. Może jakbym przez 3 lata pograł tylko i wyłącznie Bacha i kaprysy Paganiniego w tempie przekraczającym oryginał o jakieś 100 uderzeń na minutę, to coś by z tego wyszło… A wiecie co? Jebać to. Wolę grać utwory Kaczmarskiego i mruczeć sobie pod nosem jego teksty. Ostatnio rządzi jednak kto inny – Gintrowski. A konkretnie duet Gintrowski/Tenebaum. I “Modlitwa O Wschodzie Słońca”.

Co postanowisz, niech się ziści,
niechaj się wola Twoja stanie,
ale zbaw mnie od nienawiści
ocal mnie od pogardy, Panie.

Piękny tekst… Jeśli ktoś będzie go sobie interpretował w kontekście religijnym (czyli stanowczo nie ja) to na pewno przemówi do niego jeszcze bardziej. Dla mnie ma wymowę dosyć jednoznaczną – czy to nienawiść, czy pogarda, należy spokojnie wszystko przyjąć, a potem przejść obok. I uspokoić.

Utrzymująca się od samego początku roku tendencja wzrostowa działa na mnie dziwnie kojąco. Jest spokojnie, chociaż czasami życie daje się we znaki, ale nie warto się przejmować. Egzamin na prawo jazdy zda się przy kolejnym podejściu, w końcu to będzie dopiero czwarte. Nie ma co brać życia zbyt serio, kiedy ono samo nie jest serio – z każdego kąta łypią na nas ironia, groteska, nierzeczywistość, parodia i maski. Właśnie, maski. To osobny temat, ale może poruszę go kiedy indziej. Teraz mówię o czym innym.

Ty. Tak, do Ciebie mówię. Nie patrz się bez sensu w tekst – wyciągaj wnioski. Nie przyglądaj się uciekającemu przez palce życiu – korzystaj z niego. Nie analizuj zbyt dużej ilości sytuacji, nie gdybaj – nie ma to najmniejszego sensu. Co to da, poza pogorszeniem Twojego samopoczucia…? Nie próbuj stawać się Endymionem – legendy legendami, a rzeczywistość rzeczywistością. Tak, drogi czytelniku. Tak, droga czytelniczko. To nałóg. Kolejny nałóg i to straszliwy – nałóg racjonalnego podejścia do egzystencji.

Jest noc. Siedzę na Jeżozwierzowym Drzewie. Jeśli komuś to przeszkadza, to trudno. Lubię to drzewo, naprawdę je lubię. Zwłaszcza, jeśli chodzi o patrzenie na nocne niebo z perspektywy jego korony. Wtedy wydaje się naprawdę piękne…

Wtedy myślę o Tobie, panno K. Obok mnie jest miejsce. Usiądź przy mnie. Noc jest cicha, letnia, bezwietrzna…

Nie bój się, że spadniesz – miejsce jest bezpieczne. Nie wieje, żadne ptaki nie wiją gniazd pomiędzy gałęziami Jeżozwierzowego Drzewa. Słychać tylko delikatną muzykę pieszczącą zmysły.

Lekkie, świeże, nocne powietrze pozwala odetchnąć głęboko. Uspokoić. I trwać, będąc zamkniętym w formie idealnego zespolenia. Pomiędzy ramionami drugiej osoby.

Wyobrażenie o idealnym miejscu. Dostępnym tylko pomiędzy własnymi, nieokiełznanymi fantazjami.

Druga Trzydzieści Pięć. Liczba sekund nieznana. Siedzę w pokoju, ze słuchawkami na uszach. Spokojne, pojedyncze dźwięki utworu numer dziesięć z ukochanej płyty Porków.

Idealna sceneria do samotnych rozważań, kiedy jest po prostu… normalnie. No, prawie. Ale i tak lepiej, niż zwykło bywać.

~ - autor: Łukasz w dniu styczeń 25, 2009.

Jedna odpowiedź to “Błękitne Drzewo”

  1. hm. z tym ‘omniemoim’ myśleniem chyba serio mówiłeś. nie szkoda Ci czasu i westchnień? są ciekawsze rzeczy. a ja.. wolę (prze)spać. możesz mi grać do snu kawałek drugi z mej ulubionej płyty miasta masowego samobójstwa. tak, tak brzmi lepiej.

Dodaj komentarz