Nocą…

Nie mam siły… Napisałem wszystko ładnie, pięknie i jebany wordpress mi to kurwa skasował. Oczywiście o jakimkolwiek backupie można zapomnieć, to nie jest normalna strona. Próbuję drugi raz.

Nocą wszystkie koty są czarne, wszystkie kształty bezkształtne, a wszystkie myśli się zaciemniają, mimo, że nagminnie wchodzą i wychodzą do i z głowy, przez co powinny być bardziej widoczne.

Chciałoby się coś napisać. Tylko jak? Chciałoby się coś stworzyć. Wypaliłem się. Chciałoby się… Dużo rzeczy by się chciało, ale co z tego?

Niezmiernie cieszę się z tego, iż niektórym ludziom dokoła jakoś się układa, że mają jakiś cel w życiu, że osiągają coś, co chcą osiągnąć. Ja stoję z boku i się przyglądam. Tęsknię za stabilizacją. Perspektywa kolejnego rozczarowania, odrzucenia, czy konieczności pogodzenia się z porażką każe mi jednak trzymać się z daleko od wszelkich prób tworzenia związku, zanim nie będę niemal pewien, że druga osoba jest do mnie tak przywiązana, że trudno jej będzie mnie opuścić, jeśli w ogóle. Tylko wnikliwe obserwacje i setki analiz, oraz zmuszanie mojego umysłu do analizowania milionów hipotetycznych sytuacji może mi pomóc w osiągnięciu szczęścia. Prawdopodobieństwo sukcesu i porażki. Rachunek prawdopodobieństwa. Za i przeciw. Idealnie wyliczane matematyczne trybiki, które, w razie jakichkolwiek zmian, nie będą się trzeć w miejscu, tylko potoczą się po innym, hipotetycznym torze rozwoju wypadków uwzględnionym w planie. Nie wolno mi być sobą. Nie wolno mi czuć i myśleć sercem. Tylko chłodna, matematyczna precyzja i rozum są w stanie mi pomóc. Takie właśnie rozumowanie nazywamy nerwicą natręctw, a taki stan psychiczny przewlekłą, utajoną depresją. Czegoś takiego nie ma, temu się zaprzecza. A jednak w najmniej spodziewanych momentach wychodzi na powierzchnię.

Chciałbym ułożyć wszystko jak pasujące klocki. Najpierw poukładać życia wam, Kochani, a potem, na końcu i jakby od niechcenia, sobie. Jako ukoronowanie wszystkiego.

Jeszcze rozprawka… Nie mam na nią żadnego pomysłu. Chyba nie pójdę jutro na fakultety.

Niedługo 1 w nocy. Zimno.

Niektórzy potrafią pisać poematy o samotności. Podobno samotność to najgorsza forma autoagresji. Jeśli tak, to ja należę do autoagresorów. Po części z wyboru, po części z konieczności. Samotność wśród przyjaciół. Kocham was, ale dopóki się nie ustabilizuję, to chociaż cieszę się, widząc wasze szczęście, to jednak będę podświadomie cierpiał i zazdrościł, nawet, jeśli tego nie chcę. To boli najbardziej.

My soliude, my beloved loneliness… Embrace me. Kiss me. Then fuck my brains out. And let me feel safe for a while. A potem sen się kończy i jest ranek.

Ranki są złe. Zimne. Niewyspane.

I nawet koty już nie pchają się na schody z żądaniem mleka.

~ - autor: Łukasz w dniu wrzesień 30, 2008.

Odpowiedzi: 4 to “Nocą…”

  1. Na wordpressie masz automatyczne zapisywanie, geniuszu. Poszukaj w brudnopisach.

    To nie jest nerwica natręctw. Raczej jakaś forma paranoidalności.

  2. Szukałem, nie było. Głównie dlatego, że post został opublikowany, natomiast tekstu nie było. A w takich wypadkach brudnopis automatycznie znika, bo post zostaje opublikowany.
    Może i tak. Podobno moja nerwica natręctw objawia się nadmiernym myśleniem, a zwłaszcza analizowaniem sytuacji. W głowie.

  3. Teraz się muszę zgodzić.

  4. tak. też tak mam. i jestem malutka w porównaniu do Ciebie teraz. bardzo malutka.

Dodaj komentarz