Sunday
Słońce świeci, więc naprawdę wstaję dopiero w południe.
Nikogo nie ma w domu, wszyscy emigrują.
Chyba latam… A było tego tak niewiele…
Niedobrze mi. Pewnie od tej mięty. Wyłączam się, by funkcjonować.
Stoję całkowicie obok i widzę siebie, leżącego bez ruchu na łóżku.

Dodaj komentarz