Moknąc na ulicach

Czasami żałuję, że nie biorę ze sobą wszędzie słuchawek. Dzisiejszy wieczorny spacer idealnie nadawałby się do zapętlenia Newskiego Prospektu. Podróż po moknących ulicach z papierosem w ustach to coś, co kocham. W ogóle, samotne podróże po zalanym światłem z latarni miasteczku to coś, co ubóstwiam. Ale tylko jesienią i zimą. Powód? Deszcz/śnieg i zimno. I płaszcz. I ludzie przemykający byleby tylko szybciej znaleźć się w przytulnym, ciepłym domu… A ja wręcz przeciwnie. Włóczę się bez celu. To też uwielbiam. Wtedy wiem, że brak jakiegokolwiek celu jest dobry i mogę spokojnie rozważać niuanse egzystencji.

Przyglądam się ludziom. To inspirujące. Przemykające tu i ówdzie roześmiane pary pod parasolami. Jednostki spieszące do domów, niosące siatki z zakupami. Pojedyncze przypadki mężczyzn, których fizys i zachowanie wskazuje na silne podmuchy wiatru, zwłaszcza na chodnikach. Starsi ludzie patrzący na wszystko obojętnie. Jakby chcieli powiedzieć “świat już do nas nie należy, dobiegamy swoich dni do końca. Mamy to, co mamy i to nam wystarcza. Nie spieszymy się nigdzie i nie martwimy o przyszłość tak, jak kiedyś”.

Mokre chodniki i ulice przepięknie odbijają rozmazane światła. Jeden z niewielu pozytywnych aspektów cywilizacji, która w sumie całkiem słusznie przedstawiona została jako przeciwieństwo kultury. Jesienny deszcz rozbija się o wszystko wokół, a na ziemi leżą liście. Jak na złość, na drzewach też są. I całkiem nieźle się mają. Wszystko staje się skrajne. Wszystko.

Spokojnie szukam tej jednej, jedynej rzeczy, jaka mi pozostała. Nic, co posiadam teraz, bądź posiadałem wcześniej, nigdy tak naprawdę nie była moja. Szukam jednego, jedynego co moje. Szczęścia. I miejsca, gdzie będę się mógł ukryć przed całym światem, by jakoś w nim funkcjonować. Na razie się tułam, jak wędrujący czeladnik średniowieczny, ale chcę wreszcie przestać.

Szukam bramy. Drzwi. Schronienia.
Rozciągniętego między tymi dwoma
delikatnymi, a jednocześnie silnymi,
pięknymi, spokojnymi,
Twoimi ramionami
o ukochana…
I tylko pytam, choć może i wiem,
czemu nie nadchodzisz.
I miast w domu, w spokoju
i cieple
Tułam się po korytarzach
i klatkach schodowych
gdzie zimno, śmierdzi zgniłą kapustą,
a ktokolwiek mnie spotka,
ten mnie wygania.
Szukam
Miast drzwi znajduję bramę
do kolejnego świata
gdzie cierniem ukoronowane
są wszystke
wiosny
zimy
i lata.

~ - autor: Łukasz w dniu wrzesień 20, 2008.

Dodaj komentarz