is…
Wczoraj to zrozumiałem. Nie pasuję. Ani do waszego uporządkowanego, pięknego świata białych kołnierzyków, do ludzi zaganianych za pracą, karierą, pieniędzmi, sukcesami, ani do tego świata szalonych imprez byle jak, byle gdzie, w miejscach, gdzie alkohol pada gęściej niż krople deszczu w czasie ulewy.
To tylko kilka chwil, parę błędów, trochę załamań…
Poziom dopaminy się zwiększa. Płuca nawiedza dym, substancje rakotwórcze i nikotyna. Resztki psychotropów krążą w krwiobiegu. Myśli w głowie. Powoli się wytłumiają i coraz mniej czuję, coraz mniej myślę. Jak warzywo, które potrzebuje tylko słońca i składników odżywczych, by móc wegetować.
“Carve your name into my arm…”
Czy naprawdę inaczej nie potrafię? Naprawdę muszę być tak żałosny, jak to tylko możliwe, mimo, że tego nie chcę?
Ponownie muszę się przyznać do swojej słabości.
Zabij mnie/zniszcz/zrań/uspokój/przytul/pokochaj
Niepotrzebne skreślić.

Dodaj komentarz