Złota myśl Koca…
… następnego dnia po imprezie. Cóż takiego interesującego stwierdził? Może w formie opowiadania?
Kocu otworzył oczy i zobaczył sufit. Zmodyfikował nieco kąt patrzenia i z trudem (nie miał okularów) zogniskował wzrok na poimprezowym bałaganie pozostawionym na stole. Tu i ówdzie walały się puszki, resztki jedzenia i puste butelki po piwie. Prowizoryczna popielniczka z butelki po małej “Cisowiance” była pełna petów i brudnobrązowej wody. Wokół niej walały się zapałki. Brakowało tylko tak namiętnie wczoraj czytanego “Słownika polskich przekleństw i wulgaryzmów”. Zza stołu widoczna była sylwetka Kasi śpiącej na rozkładanym fotelu, a w nieco dalszej perspektywie – Ziomek siedzący na łóżku. Przyglądał mu się.
-Wstajemy? – zapytał.
Koc spojrzał na niego dziwnie.
-Nom… – a po chwili dodał – Chujowa ta impreza była.
-Czemu?
-Chujowa i już. Za mało wypiłem. Nawet kaca nie mam. Schodzę na psy…
Ziomek podniósł rękę, żeby palnąć się w czoło, ale zrezygnował. Wstał tylko i podszedł do stołu, po czym wziął z niego okulary i nałożył na nos. Świat nabrał ostrości.
-Dobra, czas wstawać. – powiedział i powłóczył nogami w kierunku toalety co chwilę masując obolałe mięśnie karku…
Krótko mówiąc – impreza studencka w Siedlach. I najprawdopodobniej wkrótce kilka następnych. Niekoniecznie w Siedlcach, ale Kasia mówiła coś m.in. o Andrzejkach u niej w domu…
.

Dodaj komentarz