Kolejne odpowiedzialne decyzje…
I znowu będę pisał o szkole. Pomimo tego, że wszystkim już ten temat wychodzi uszami (a od niedawna nawet czubkiem głowy) to muszę się do czegoś przyznać. Otóż po rozpoczęciu drugiego roku nauki w liceum zdałem sobie sprawę, że dokonałem już wyboru. Niemalże ostatecznego. Ze względu na olbrzymią ilość materiału ze wszystkich przedmiotów i niemożność poukładania sobie tego wszystkiego w głowie (wiem, nigdy nie byłem zbyt inteligentny ani dobry w przyswajaniu sobie wiedzy
) będę (hmm, jestem?) zmuszony do skoncentrowania się jedynie na wybranych przedmiotach. Czyli, w praktyce, mamy prawie zachodni model edukacji – uczę się solidnie właściwie tylko z tego, co będę zdawał na maturze, a z reszty przedmiotów wystarcza 2-3… Nie mówię, że to dobrze czy źle, po prostu ciężko mi się do obecnej sytuacji przyzwyczaić. Wprawdzie już wcześniej zwracałem uwagę głównie na polski, historię, wos czy angielski, ale… Ale to było co innego. Teraz muszę się przyzwyczaić do tego, że złe oceny są efektem mojego świadomego wyboru a nie nie nauczenia się z lenistwa. Cóż, ale jeśli chcę dobrze zdać maturę…
Tak, wiem, że mogę to osiągnąć prawie nie śpiąc i ryjąc po nocach ile się da. Tyle że… nie mogę. To tylko pogarsza sprawę. Przez ostatni miesiąc nawet próbowałem. Ale się nie udało. A zmęczenie organizmu tylko pogorszyło sprawę. Pała z fizyki, trója z chemii z czegoś, co świetnie umiałem… Na dłuższą metę nie można. Straconego snu nie da się nadrobić. A organizm dopomina się swoich praw. I wtedy jest prawie przesypianie lekcji i złe samopoczucie… Często udajemy, że wszystko jest ok. Ale kiedy na wfie Karol stwierdził “Wyglądasz, jakbyś wczoraj był na koncercie i w dodatku cały czas pił, a potem wracał do domu piechotą” to zdałem sobie sprawę, że przeginam. Trzeba się pogodzić z tym, że niektóre zaległości wynikające z młodzieńczej głupoty w gimnazjum są już nie do nadrobienia…
No i jeszcze kwestia zespołu. Czy niektórzy naprawdę nie mogą zrozumieć, że ja po prostu nie mam na razie ochoty na granie? Zaczyna się robić zimno, ciężko jest grać w moim garażu na ileś tam instrumentów, zwłaszcza, kiedy większość nagłośnienia stoi w cudzym domu…
W sumie jestem zmęczony tym tygodniem. I czekam. Na kogo? To przecież jasne…
BTW: Zauważyłem, że ostatnimi czasy moje notki są straszliwie krótkie. Ciekawe dlaczego… Nie chodzi o to, że nie chce mi się pisać. Po prostu kiedy usiądę, żeby coś napisać, wszystko się rozprasza. Albo odzywa się kilka osób na gg na raz… I wtedy co? Przecież ludzie są ważniejsi, niż jakaś tam notka na blogu…
Dobra, kończę, bo zaraz zacznę smęcić (jak Ziomek jest śpiący i zmęczony, to marudzi, zupełnie jak małe dzieci
) i nikt tego nie przeżyje…

Dodaj komentarz