Ludzie, uważajcie o czym marzycie – możecie to dostać…
No i mam za swoje. Chciałem koncertu, to go mam. 24 sierpnia. Z Jesuicide. Zajebiście. Jak to kiedyś mówił Eddie Murphy w pewnej komedii (chyba…) “Beee, eee, autiful”.
Niecały tydzien na przygotowania. Nikt prawie niczego nie umie. Setlista na 40 minut. Zrobić jakiś instrumental w kilka godzin…
Wysiadam. Mam dosyć. Z tym składem to mordęga… ALE
Mam koncert, mam szansę wyjść z garażu, mam szanse zagrać. I to się liczy. A reszta… Fuck off and die ! Poradzimy sobie.
A nawet jeśli się nie uda, to i tak Zdziś oberwie

Dodaj komentarz