Ludzie, uważajcie o czym marzycie – możecie to dostać…

No i mam za swoje. Chciałem koncertu, to go mam. 24 sierpnia. Z Jesuicide. Zajebiście. Jak to kiedyś mówił Eddie Murphy w pewnej komedii (chyba…) “Beee, eee, autiful”.

Niecały tydzien na przygotowania. Nikt prawie niczego nie umie. Setlista na 40 minut. Zrobić jakiś instrumental w kilka godzin…

Wysiadam. Mam dosyć. Z tym składem to mordęga… ALE

Mam koncert, mam szansę wyjść z garażu, mam szanse zagrać. I to się liczy. A reszta…  Fuck off and die ! Poradzimy sobie.

A nawet jeśli się nie uda, to i tak Zdziś oberwie :P

~ - autor: Łukasz w dniu sierpień 17, 2007.

Dodaj komentarz